W sobotę 1 października 2022 roku, na zaproszenia namysłowskiego Oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, w Izbie Regionalnej odbyło się spotkanie autorskie z prof. Stanisławem S. Nicieją. Jak zawsze była to prawdziwa uczta historyczna, podczas której prof. Nicieja opowiadał o XVII i XVIII tomie swojego cyklu „Kresowa Atlantyda”, poświęconego historii i mitologii miast kresowych. Przewodnim tematem opowieści autora, tym razem byli wielcy polscy artyści pochodzący z Kresów. Wśród nich znaleźli się między innymi aktor Adam Hanuszkiewicz, piosenkarz i autor tekstów wielu przebojów Jonasz Kofta, czy reżyser Jerzy Antczak. Chociaż była to już ósma wizyta tego autora w naszym mieście, to zainteresowanie proponowaną przez niego tematyką nie słabnie. Na sali obecnych było ponad sto osób i nie było ani jednego wolnego miejsca. Spotkania i rozmowy z czytelnikami są nieodłącznym elementem jego spotkań autorskich, w trakcie których autor poszukuje nowych tematów i inspiracji, które podsuwają mu czytelnicy. Oczywiście głównym tematem tych rozmów są zawsze Kresy. Tak samo było i tym razem. Ten wspaniały wieczór zakończyła degustacja potraw kresowych, którą przygotowali członkowie Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo wschodnich Oddział Namysłowie.

Po spotkaniu przeprowadziliśmy krótką rozmowę z prof. Stanisławem Nicieją.

Panie profesorze. Jakie są pana wrażenia po dzisiejszym spotkaniu?

Bardzo pozytywne. Jak zawsze w Namysłowie. Tu jest niesamowicie wrażliwa publiczność. To jak wspomniał pan Jarosław Iwanyszczuk, jest moje ósme spotkanie w Namysłowie, i za każdym razem sala jest pełna. I jest jeszcze to, co zawsze prelegent czuje, gdy patrzy w oczy słuchającym. Wtedy wiadomo, czy to co mówię trafia do słuchaczy, czy przechodzi obok jego głowy. A tu widziałem gorejące oczy, twarze zasłuchane i zadumane. Nie ma nic ważniejszego dla autora jeśli znajduje odbiorców dla tego co robi. A najgorsze jest to, jak się coś tworzy, a to do nikogo nie trafia. Teraz tak jest, że to celebryctwo, które pojawiło się na skalę masową, lansują różne zjawiska, które nie mają odbicia w rzeczywistości. Weźmy na przykład Kamila Durczoka. Jeden dzień wystarczył, żeby go zniszczyć. I co po nim pozostało? To, że był znanym dziennikarzem, jeszcze o niczym nie świadczyło. A moje książki jednak zostają. Są wznawiane i ciągle ktoś chce je czytać. Ciągle są też uzupełniane. Do tego właśnie potrzebne są mi spotkania z moimi czytelnikami.

Od wielu lat, na każdym spotkaniu z Panem w Namysłowie, sala jest wypełniona po brzegi. Nawiązuje pan jaką więź z słuchaczami, która ich w pewien sposób hipnotyzuje. Magia pańskiego nazwiska i treści zawarte w „Kresowej Atlantydzie” ciągle działa?

Może nie magia nazwiska, a tematu. Wielu już się o tym przekonało, że wcześniej, jak sami mówili – Co mi tam Kresy, co mnie to interesuje? I nagle po spotkaniu ze mną odnajdują sens tego o czym opowiadam. Szczególnie chodzi o młodsze pokolenie. Oni odkrywają Kresy w inny sposób. Na nowo, albo w ogóle poznają je po raz pierwszy. Dzisiaj w ogóle mało się czyta, bo czasy się zmieniły
i przyszła era elektroniki. Kiedyś świat książek jeszcze wróci, ale dzisiaj, my „ludzie Gutenberga” jesteśmy niestety w mniejszości.

Dzisiaj, do Namysłowa przyjechał Pan z osiemnastym już tomem „Kresowej Atlantydy”. Niedługo kolejne spotkania z czytelnikami w całej Polsce. Skąd Pan bierze na to wszystko siły?

Niestety, z każdym rokiem słabnę. I nic w tym dziwnego, bo lata lecą i człowiek jest coraz starszy. Ale jeszcze się nie poddaję. W swoich archiwach mam dwieście teczek. Jedna teczka, to jedno kresowe miasto. Po każdym spotkaniu lądują w nich nowe materiały. Potem mam o czy pisać. Do tej pory wykorzystałem ledwie połowę z tych teczek.

Czyli możemy liczyć na kolejne spotkanie w Namysłowie?

Oczywiście. Zasze przyjadę tu z wielką przyjemnością. Prawdziwy historyk nigdy nie jest na emeryturze. Więc dzisiaj powiem – Do zobaczenia!